piątek, 31 maja 2013

Z Pamiętnika Palacza - Część Dwunasta

Tak mi przyszło do głowy – Jakim osobnikiem płci męskiej, byłbym gdybym nie został projektantem. Chodziło po czerepie przez 15minut i nie mogłem dojść do porozumienia z własnymi myślami. Otóż w szkole zawsze mi mówiono, że będę nikim. Ale tak serio – absolutnym zerem, nawet bycie sprzątaczem ogrodowym na Kolskiej, wychodziło ponad moje możliwości.
Nie mówię, że jestem gwiazdą, ale mam te 25 wiosen na karku i bogate portfolio w doświadczenia, o którym część osobników z mojej młodości teraz tylko marzy. Tak więc, że kim być, jak nie artystą?

A co gdyby nie to?


W ciągu tych kilku, niemiłosiernie bzdurnych minut, otrzymałem zaskakującą ilość odpowiedzi na to to pytanie. Po pierwsze na pewno nie pisarzem (bo sami wiecie jak piszę). Na pewno też nie naukowcem, bo na 99% pracowałbym nad sześciocyckowym androidem. Pozostały mi następujące opcje:

Kucharzem w Sfinksie
Ci, którzy wiedzą, to wiedzą – gotowanie to moja mini pasja. Uwielbiam robić kurczaczki w sosikach i babeczki z ekstazą. Myśl o zawodowstwie była i jest zawsze kusząca. Pracowałem swojego czasu w kawiarni, która na nieszczęście wszystkich mieszkańców Warszawy, znajdowała się obok Sfinksa (tego najgorszego z najgorszych). Odwiedzając tam ziomali i prosząc o lód albo mleko, miałem okazje dokładnie przyjrzeć się, jak kucharze strzepują resztki petów do zup i plucie do mięsnych dań. Pomyślałem sobie, że to idealne miejsce dla kogoś takiego jak mua! Olbrzymia satysfakcja płynąc z przygotowania idealnie naleśników, a następnie dodatnie specjalnego składniku, zawsze była kusząca.

Sprzątacz pokojowy
Mój dobry znajomy zarabiał miliony dolarów sprzątając biurowce w auslandach. Był tak bogaty, że mógł rzucić pracę i dostawać trochę mniej na zasiłku, reperując stare bryki i żyć w luksusie. Praca marzenie, bo gdy coś znajdziesz to już twoje – tj. ginie w nicości twojej kieszeni. Nie mówię, że bym kradł, raczej znajdował i nie oddawał. Dodatkowo sprzątałbym tak, że zawsze dostawałbym kasę za nadgodziny w ramach tego, że pracownicy niesamowicie syfią. Biznes taki, że żyć nie umierać.

Nauczyciel
To jest jedna z tych rzeczy, którą zabroniła mi mama. Gdybym powiedział jej, że mam do wyboru zostać alkoholikiem/ćpunek/żigolem albo nauczycielem – zgodziłaby się na te pierwsze. Ciężką ręką niszczyłbym duszę młodych ludzi, zadając pytania „Jak żyć?” bądź „Ile Michał kupi towaru?”. Nikt przy zdrowych zmysłach w szkole, nie potrafi odpowiedzieć na te pytania i pały sypałyby się jak pojebane. Dodatkowo prowadziłbym niezliczone kółka naukowe o tematyce „Ile za ten pils”, „Masz godzinę na zdobycie kafla” i oczywiście „Jak wyciągnąć kasę na fajki od starych”. Młodzież dzięki tym aktiwitiz, idealnie wpasowałaby się w dorosłe życie – i przestała pierdolić od rzeczy.

Roznosiciel pizzy
Pizza za darmo. Kocham pizzę. Koniec tematu.

Alfons lub właściciel klubu
To chyba proste – gdzie dupeczki tam jest kasa. Idealny sposób na życie kogoś, kto nie wie kim być w przyszłości, bo liczy się tylko teraźniejszość i najbliższe 5 godzin imprezowania. Siedzieć w swoim pokoiku, rozdzielać banknoty od staników i patrzeć jak młodzież się bawi. Wszyscy zadowoleni i syci.

Kierowca ciężarówki lub innych samochodów
Wyobraźcie sobie, że jedziecie 20 tonowym potworem po niemieckiej autostradzie z wielkim bananem na facjencie, myśląc o kasie jaką dostaniecie za 4 dni omijania innych tirów. Drugą opcją jest stworzenie floty przewożącej samochody z Ukrainy do Polski. Wszystko leganie i z prędkością ponad 150km/h. Ew. zostanie szoferem ambasadora – wtedy to poniżej 200 bym nie schodził z licznika. Po latach jazdy za kółkiem, zostałbym kierowcą rajdowym i zbierał oklaski za ultra niebezpieczną i szybką jazdę po polskich drogach. Marzenie każdego dorastającego chłopca.

Na moje nieszczęście zostałem dezajnerem. Czasami mnie to boli, czasami nie, czasami coś innego, ale zwykle boli. Ku zaskoczeniu pedagogów tacy ludzie jak ja mają szansę w dorosłym życiu. Być może dlatego, że olałem szkołę i zająłem się tym co ma sens? A, z polskiego miałem zawsze dwóje. Ale to by się zgadzało.

piątek, 17 maja 2013

Z Pamiętnika Palacza - Część Jedenasta

Od kiedy pracuję na swoim, mam absolutnie niestandardowe godziny pracy. Mówiąc otwarcie zaczynam pracę kiedy chcę byle zmieścić się w terminie. Dzięki temu mogę poruszać się po mieście w godzinach dla normalnych ludzi niedostępnych (tzw. pracujących) i np. kupować klapki o dziesiątej rano w Niu Jorkerze. Wiążę się to z efektami ubocznymi – spotykam ludzi podobnych do mnie, czyli takich co mają wyjebane i gardzą standardem from najn to fajw pi-em.


To o czym wszyscy marzymy



Na ten przykład, zwykle wychodzę z mojej pieczary po papieroski i zasuwam w kapturze, ze słuchawkami w uszach, te niecałe 200zł do najbliższej Gadziny, modląc się aby nikt mnie nie zaczepił. Jeżeli mam szczęście to spotkam ekspedientke, która ma mnie głęboko w poważaniu i przekaże szlachetną trumienkę z gwoździami za 12,90 złota. Lecz, jeżeli w ramach żartu wszechświatu, będzie ta baba, która zawsze lubi sobie żartować z tego co kupuję, to staram się z przyklejonym uśmiechem numer 5, przytakiwać i odpowiadać głoskami łagodzącymi (ą i ę). Zupełnie jakby nie miała nic lepszego do roboty tylko wkurwiać ludzi, którzy mają mordy jak pół nieszczęścia. Obiecuję sobie, że kiedyś w napadzie frustracji oznajmię, z moim firmowym jokerem na twarzy, że ładnie jej z tą nadwagę i wąsami pod nosem. Ale to kiedyś.
Jest jeszcze jedno miejsce, które przyprawia mnie o ciarki. Telepizza, do której chodzę co piątku na ultra obleśny kawałek ciasta ze skrawkami – to miejsce ma coś w sobie mistycznego. Niby przytulnie, VIVA gra, ludzie wpierdalają przypaloną mąkę, a pracownicy, niczym z filmu Tima Burtona, mają akcent i charakterystykę żywych trupów. Polecam.

Odsuwając się od gastronomi – ulice Warszawy w okolicach godziny 12tej mają unikalny urok. Poranni alkoholicy już naładowali pozytywnym spiritem, nieletnie nastolatki szaleją po sklepach, a matki z dziećmi wpierdalają się do tramwajów. Ulubionym elementem tej układanki są osobniki kręcące się bez wiary po sklepach, którzy ewidentnie są na pierwszym urlopie od dwóch lat i nie wiedzą co zrobić z nadmiarem gotówki. Zamiast Kanarów – fantastyczne nowe spodnie, które pasują im jak pięść do twarzy. Uwielbiam również rodziców z bachorami w Saturnach, którzy chcą wynagrodzić swoim pociechą absolutny brak ambicji, marzeń i lęków, kupując lustrzanki za cztery patole – bo dziecko musi mieć pasje w życiu. To nie jest mój wymysł. Jakoś przed przed wczoraj widziałem takiego tatuśka z córeczką, która zamiast ajPada dostała Canona D60. Nie wiem jak będzie sobie tym robiła zdjęcia w kiblu, albo w Lustrach - naprawdę nie mam pojęcia.
Rzeczą nieodłączny, gdy kręcisz się wokół złotych tarasów, są sępy fajkowe. Niczym drapieżne zwierzęta namierzają cel i mkną w twoim kierunku. Chuj, że masz kaptur, słuchawki i torby wyjebane za kolana – „MASZ SZLUUUUGA?!?!”. Tak. Mam też nerwice.

Przy okazji, dziś wybrałem się do mojej eks agencji, podpisać kilka papierków i ładnie się uśmiechnąć do wszystkich. Ku mojemu zdziwieniu, drużyna kreatywna doskonale się bawi – tj. nie pracują. Zastanawiam się, czy jest to spowodowane okresem majówkowym, czy ich cudownym żartem w stylu „Ej, ten cwel zaraz będzie! Pokażcie mu, że jest zajebiście i mamy wyjebane!”. W nic nie wierzę, już. Nawet we Świętego Mikołaja.

Tak czy inaczej, wracam do patrzenia się w sufit z przekonaniem, że jutro wstanę o 12tej z zaklejonymi oczętami i, że nowa płyta Daft Punk’u to jakiś ich spóźniony żarta na pierwszego kwietnia, a nie real thing.

 
 
Copyright © Mr Staniszewski
Blogger Theme by BloggerThemes Design by Diovo.com