Tak mi przyszło do głowy – Jakim osobnikiem płci męskiej, byłbym gdybym nie został projektantem. Chodziło po czerepie przez 15minut i nie mogłem dojść do porozumienia z własnymi myślami. Otóż w szkole zawsze mi mówiono, że będę nikim. Ale tak serio – absolutnym zerem, nawet bycie sprzątaczem ogrodowym na Kolskiej, wychodziło ponad moje możliwości.
Nie mówię, że jestem gwiazdą, ale mam te 25 wiosen na karku i bogate portfolio w doświadczenia, o którym część osobników z mojej młodości teraz tylko marzy. Tak więc, że kim być, jak nie artystą?
A co gdyby nie to?
W ciągu tych kilku, niemiłosiernie bzdurnych minut, otrzymałem zaskakującą ilość odpowiedzi na to to pytanie. Po pierwsze na pewno nie pisarzem (bo sami wiecie jak piszę). Na pewno też nie naukowcem, bo na 99% pracowałbym nad sześciocyckowym androidem. Pozostały mi następujące opcje:
Kucharzem w Sfinksie
Ci, którzy wiedzą, to wiedzą – gotowanie to moja mini pasja. Uwielbiam robić kurczaczki w sosikach i babeczki z ekstazą. Myśl o zawodowstwie była i jest zawsze kusząca. Pracowałem swojego czasu w kawiarni, która na nieszczęście wszystkich mieszkańców Warszawy, znajdowała się obok Sfinksa (tego najgorszego z najgorszych). Odwiedzając tam ziomali i prosząc o lód albo mleko, miałem okazje dokładnie przyjrzeć się, jak kucharze strzepują resztki petów do zup i plucie do mięsnych dań. Pomyślałem sobie, że to idealne miejsce dla kogoś takiego jak mua! Olbrzymia satysfakcja płynąc z przygotowania idealnie naleśników, a następnie dodatnie specjalnego składniku, zawsze była kusząca.
Sprzątacz pokojowy
Mój dobry znajomy zarabiał miliony dolarów sprzątając biurowce w auslandach. Był tak bogaty, że mógł rzucić pracę i dostawać trochę mniej na zasiłku, reperując stare bryki i żyć w luksusie. Praca marzenie, bo gdy coś znajdziesz to już twoje – tj. ginie w nicości twojej kieszeni. Nie mówię, że bym kradł, raczej znajdował i nie oddawał. Dodatkowo sprzątałbym tak, że zawsze dostawałbym kasę za nadgodziny w ramach tego, że pracownicy niesamowicie syfią. Biznes taki, że żyć nie umierać.
Nauczyciel
To jest jedna z tych rzeczy, którą zabroniła mi mama. Gdybym powiedział jej, że mam do wyboru zostać alkoholikiem/ćpunek/żigolem albo nauczycielem – zgodziłaby się na te pierwsze. Ciężką ręką niszczyłbym duszę młodych ludzi, zadając pytania „Jak żyć?” bądź „Ile Michał kupi towaru?”. Nikt przy zdrowych zmysłach w szkole, nie potrafi odpowiedzieć na te pytania i pały sypałyby się jak pojebane. Dodatkowo prowadziłbym niezliczone kółka naukowe o tematyce „Ile za ten pils”, „Masz godzinę na zdobycie kafla” i oczywiście „Jak wyciągnąć kasę na fajki od starych”. Młodzież dzięki tym aktiwitiz, idealnie wpasowałaby się w dorosłe życie – i przestała pierdolić od rzeczy.
Roznosiciel pizzy
Pizza za darmo. Kocham pizzę. Koniec tematu.
Alfons lub właściciel klubu
To chyba proste – gdzie dupeczki tam jest kasa. Idealny sposób na życie kogoś, kto nie wie kim być w przyszłości, bo liczy się tylko teraźniejszość i najbliższe 5 godzin imprezowania. Siedzieć w swoim pokoiku, rozdzielać banknoty od staników i patrzeć jak młodzież się bawi. Wszyscy zadowoleni i syci.
Kierowca ciężarówki lub innych samochodów
Wyobraźcie sobie, że jedziecie 20 tonowym potworem po niemieckiej autostradzie z wielkim bananem na facjencie, myśląc o kasie jaką dostaniecie za 4 dni omijania innych tirów. Drugą opcją jest stworzenie floty przewożącej samochody z Ukrainy do Polski. Wszystko leganie i z prędkością ponad 150km/h. Ew. zostanie szoferem ambasadora – wtedy to poniżej 200 bym nie schodził z licznika. Po latach jazdy za kółkiem, zostałbym kierowcą rajdowym i zbierał oklaski za ultra niebezpieczną i szybką jazdę po polskich drogach. Marzenie każdego dorastającego chłopca.
Na moje nieszczęście zostałem dezajnerem. Czasami mnie to boli, czasami nie, czasami coś innego, ale zwykle boli. Ku zaskoczeniu pedagogów tacy ludzie jak ja mają szansę w dorosłym życiu. Być może dlatego, że olałem szkołę i zająłem się tym co ma sens? A, z polskiego miałem zawsze dwóje. Ale to by się zgadzało.
0 komentarze:
Prześlij komentarz