czwartek, 14 lutego 2013

Z Pamiętnika Palacza - Część Siódma


Dziś trochę wyjątkowo z okazji walentynek. Opowiadanie o wiecznej miłości z hepi endem. Endzoj.

Tatuaż


Konferencje bywają okrutnie nudne, jednak ta była wyjątkowo odmóżdżająca. Szef zapewniał mnie, że zdobędę doświadczenie i nowych klientów będąc na tym wydarzeniu, lecz doliczyłem się kilku ziewnięć i darmowej wody w okolicach baru. 

- Idziemy później się najebać? - szeptał mi półgłosem Michał, który jakimś cudem jeszcze nie postradał zmysłów podczas przedstawienia nowych modułów sprzedaży.
- Czemu nie, i tak zostaję w tej zasyfiałej Warszawie do niedzieli.
- Oho! Czyżbyś miał jakieś plany na ten weekend? To coś zupełnie nowego!
- Bo chcę odwiedzić znajomych w rodzinnym mieście? Racja. 

- To gdzie zostajesz na noc?
- U starych, mam nadzieje, że mnie wpuszczą. W sumie nie mówiłem im, że jestem w stolicy. - odpowiedziałem opierając się łokciem o podkładkę żywca na obskurnym stoliku.
- Nie mieli przypadkiem wyjechać w podróż swojego życia? Do Bułgarii? 

Kurwa, czułem, że coś przeoczyłem. Wiedziałem już, że nie mam kluczy, więc sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do pierwszej osoby, o której się myśli po kilku dobrych procentach - do eks laski. Odebrała telefon, wiedziałem, że nie śpi o takich porach. 

"Jasne, wpadaj, tylko będziesz spał na podłodze albo ze mną, jeżeli Ci to nie przeszkadza. Całuski i paaaa" 

Zerwałem z nią zaraz jak uciekłem z Warszawy, czyli pół roku temu. Nie chciałem nic na odległość, ona też, więc jako tak, utrzymaliśmy mglisty kontakt. Pożegnałem się z Michałem strzelając lufe w pysk i wkrótce byłem przed jej blokiem. Zapyziałe okolice Woli. Aż dziw mnie bierze, że ktoś chce tu mieszkać, jednak ona to lubi - zawsze lubiła. Wlazłem po schodach ledwo łapiąc oddech i zapukałem spektakularnie w stare drewniane drzwi. Otworzyła je ciemno włosa, szczupła i nawalona dziewczyna, ubrana jedynie w majtki i koszulkę na ramiączkach, która ledwo utrzymywała pokaźne piersi. 

- Cześć Kotku, widzę, że już jestem w stanie. Chyba niepotrzebnie zakładałam majtki.
- Daruj sobie, i dzięki za lokum. Zapomniałem, że rodzice wyjebali za granice.
- Luzik, co moje to i Twoje, przecież wiesz.
- Jasne. 

Julia niewiele się zmieniła od czasu gdy ją ostatni raz widziałem, ewidentnie nie jest już ciemną blondynką z lekko kręconymi włosami. Nigdy nie była też grzeczną dziewczynką. Zeskanowanie mnie okiem zajęło jej mniej niż sekundę i już wszystko wiedziała o mojej przeszłości. 

- Chyba przybrałeś na wadze, w końcu widać u Ciebie policzki.
- Nareszcie ma za co jeść. Z dilerki i pracy w Mac'u średnio dało się wyżyć.
Zdjąłem buty i położyłem teczkę obok rozpadającej się szafy, w której wisiały w większości czarne ubrania. 

- Cieszę się, nareszcie nie będziesz się mi wbijał w miednice.
- Taa. To gdzie mogę się walnąć? Potrzebuje wytrzeźwieć do 12tej, mam spotkanie z Markiem i Anetą. 

Wkurzyła się tym pytaniem. Oczekiwała innych słów z moich usta, a dokładniej "Gdzie trzymasz gumki malutka"
i "Po co jeszcze masz na sobie ciuchy". 

- Na podłodze, przyniosę Ci śpiwór. 

Miałem dziwny sen. Byłem na stacji benzynowej, kupowałem fajki, mimo, że nie palę od kilku miesięcy, i zmierzałem do najlepszego lekarza od depresji w mieście, który ponoć potrafił modelować na nowo całe ciało. Wlazłem do gabinetu, lekarz z niewyobrażalnie wielkim uśmiechem po prosił mnie o spoczęcie na bardzo starym fotelu. Kazał mi się odprężyć i powiedział "To będzie bolało tylko ze względu na Twoją przeszłość". Chwycił moją rękę, otworzył ją palcami i zaczął wyciągać nerwy, zgrabnie odsuwając żyły i mięsnie na boki. "Widzę tu nieszczęśliwą miłość, kilka zgubnych chwil i parę błędów, ale da się wszystko naprawić". Uśmiechnął się od ucha do ucha wsuwając swoją dłoń coraz głębiej w moje przedramię. "To jest to. Znalazłem problem. Zaraz się go pozbędziemy!". Wyjął moje serce i pokazał mi dokładnie czarne miejsce. Zaczęło ropieć i gnić. 

Obudziłem się z bólem pleców - za stary się robię na melanżowanie. Głowa nie dawał mi spokoju. Słyszałem jak oddycha czajnik, a toster suszy włosy. 

- Chcesz coś zjeść? - przebiegła obok mnie półnaga Jula w kierunku kuchni. Zauważyłem, że ma nowe tatuaże, które były i tak już sporym dodatkiem do rękawów i niezłej kolekcji na pośladkach. 

- Czy to Damian na twoich plecach?
- Tak - wygięła się w nienaturalny sposób, aby sprawdzić czy na pewno. - Zrobiłam sobie go całkiem niedawno.
- Sypiasz z nim?
- Nie, już nie. Jesteś zazdrosny? 

Dedukcja nie wzięła się znikąd. Lubiła tatuować sobie swoich byłych. Nigdy nie wiedziałem czemu nie zrobiła sobie mojego imienia lub podobizny, nawet na małym palcu u lewej nogi - o to byłem zazdrosny. 

- Niby o co mam być? Twoje ciało, rób co chcesz.
- Wiesz, nadal mam dla Ciebie specjalne miejsce. - Usiadła na moich udach, wcisnęła biust w moją twarz, uśmiechając się swoimi uroczymi ustami i wlepiała błękitne oczy w moją ledwo widoczną facjatę.
- Muszę wziąć prysznic i uciekać, wybaczysz?


Wstała z mojego krocza przytrzymując się o moją głowę i machnęła ręką. 

Koło dwunastej pojawiłem się w umówionej kawiarni- znajomi już tam byli. Przywitałem się serdecznie, spytałem o samopoczucie, zamówiłem czarne americano i usiadłem. Rozmowa ciągnęła się głównie o pracy, nowych trendach w stolicy i rzeczach niewymagających użycia koncentracji, co na moim kacu było idealne. Aneta kończąc swoją kawę rzuciła tematem: 

- Słyszałeś, że Damian zaginął?
- Ten tłuścioch co ruchał moją byłą? Nie.
- Nie było o nim słuchu od trzech miesięcy! Nawet na fejscie nic nie pisał. To dziwne biorąc pod uwagę, jak lubił mnie wkurwiać swoimi komentarzami.
- Do tego nie odbiera telefonu... - wtrącił się Marek - . mam wrażenie, że wisi komuś kasę i musiał zniknąć na dłużej!
- Komu? Przecież kasy mu nie brakował z tych jego porno fotek - oburzona Aneta, wstała i poszła zamówić ciastko marchewkowe i zapłacić rachunek.
- Mówię Ci, wpadł w coś głębokiego. Również nie było wieści od Tomka, Alka i Grześka. Wszyscy jakby zniknęli.

Rzeczywiście to było dziwne. Dawno nie dostałem od nich żadnego głupiego albo zboczonego filmiku, nie mówiąc już o zwykłym "cześć" na Internecie. Pomachaliśmy sobie na do widzenia i poszliśmy w swoje strony. Była dopiero szesnasta więc miałem trochę czasu na zakupy i obiad. Zadzwoniłem do Michała czy jest jeszcze w mieście i chce coś wciągnąć nosem - zadowolony odpowiedział "No kurwa!". 

Było grubo. Nawet bardzo. Nie spodziewałem się, że maturzystki tak dobrze umieją się bawić w obecnych czasach. Nawet jedna pozwoliła mi wciągnąć węża z jej pośladków. Michał, człowiek z dzieckiem i żoną na stażu, wziął jedną do latryny i przeleciał, aż było ich słychać w Zamościu. Wróciłem na autopilocie do mieszkania Julii, otworzyłem drzwi kluczami które mi dała przed moim wyjściem i rzuciłem się na łóżko.
Wkrótce obudził mnie wilgotny dotyk jej języka w moim uchu. Szepnęła, że mam się nie ruszać i rozpięła mi spodnie. Wkrótce potem zaczęła mnie ujeżdżać jakby marzyła o tej chwili od dziecka. Nie protestowałem, byłem zbyt zniszczony wcześniejszą imprezą. Złapała mnie mocno za ramiona i przyśpieszyła, nie nadążałem świadomością. Wkrótce poczułem ból i ciepło, jakbym się rozpływał, a każdy nerw w moim ciele rozkładał się na kawałki i układał w inną formę. Odleciałem. 

Obudziłem się i wiedziałem, że coś jest nie tak. Nie czułem rąk i nóg, nie słyszałem, a świat wydawał się rozmazany jakbym patrzył przez cienką tkaninę. Próbowałem krzyczeć, lecz żaden dźwięk nie wychodził z moich ust.

- Hej! Ty nowy! Widzę, że mamy nowego kumpla! - usłyszałem głos w głowie, nie wiedziałem skąd pochodzi.
- Co się kurwa dzieje?! Czemu nie czuję swojego ciała?!
- Spokojnie, to normalne, przyzwyczaisz się. Jesteś teraz jej częścią. Możesz z nią być już na zawsze. 

Nie rozumiałem o co chodzi. Czyżbym nie żył? Co się ze mną dzieje?
Wkrótce poczułem jakby ktoś przemył mi twarz ciepłą wodą. Zobaczyłem siebie w lustrze, jako tatuaż na brzuchu, zaraz nad pępkiem. Zrozumiałem wtedy, że stałem się jej częścią, a ona tak naprawdę nigdy się ze mną nie rozstała - czekała tylko na odpowiedni moment, kiedy do niej wrócę.

niedziela, 10 lutego 2013

Z Pamiętnika Palacza - Część Szósta


Wznosząc się o poranku pouczyłem pełnie życia. Cudowne powietrze przepełniało moje płuca dając poczucie spełnienia i dobrej energii, na życie wśród wspaniałych ludzi obdarowanych promiennym uśmiechem. Poczułem się jak nowo narodzony

Żartuję. Nadal jest chujowo. Ale są pozytywne informacje - wyzwoliłem się ze wszelkich racjonalnych emocji na rzecz stworzenia kreatywnego poglądu sprawach błahych i wyższej kreatywności. Dziś na ten przykład wybrałem się na Speed Dating. Wiem co powiecie, "żałosne i marne ścierwo z Ciebie Mateuszu". Otóż nie do końca!

Romansy bez szansy


Obudził mnie telefon koło 15tej godziny.
- Witam, czy będzie dziś pan o 18tej na Spid Dajtingu?
- Co? A tak, tak.
- To w takim razie do zobaczenia! 

Złapałem szybko paczkę fajek, wznieciłem żar i otworzyłem oczy. Miałem 3 godziny na zrobienie się na boskiego żigola, aby wypaść pozytywnie w oczach tych uroczych ludzi. Tak więc umyłem się i wyszedłem. Impreza odbyła się w kawiarni Dream Coffee (polecam, wyśmienite miejsce do strzelenia sobie w łeb). Otrzymałem plakietę z imieniem, przywitałem się uśmiechami, usiadłem z darmowym browarem i powstrzymałem się od komentarzy w stylu "Boże jak drętwo", "Wypuście mnie z tego dołu depresyjnego", "Dlaczego ja?" itd.. 
Cztery. Taki mi numer dali, jak w mordę strzelił. Cudowna liczba z reklamy Lotto sprzed paru lat, więc chyba powinienem się cieszyć, prawda? Po dłuższym patrzeniu się w ścianę usiadła przede mną kobieta. Nic nie powiedziała. Chyba mruknęła "cześć", nie jestem pewien. Po kilku łykach złotego płynu zaczęliśmy rozmawiać. O pierdołach, czyli moja działka, że wczoraj byłem w klubie, jakiś typ wmawiał mi, że jestem gejem i takie tam. Białorusinka uczciwie okazywała mną zainteresowanie, co było miłe, więc dyskusja ciągnęła się jak Lubella. Po chwili dzwoneczek - zmiana miejsc.
Młoda dziewczyna, która wyglądała jakby bez zioła nie ruszała się z domu. Przedstawiła się i zaczęła coś gadać o studiach, sesji i że takie tam - filologia polska.

Tutaj bardzo ważna informacji. Każdy, kto studiuje humanizm jest dla mnie ewenementem. Nie wiem co Was zmusiło do tego typu poświęcenia, ale tak szczerze. Nie.

Więc po pięciu minutach rozmowy o jej psie (bo przecież to takie intrygujące), zmieniliśmy stoliki. Świetnie, trafiłem na wyrafinowanego pracownika biurowego, który chce coś więcej od życia. Tacy ludzie zawsze są zaintrygowaniu moim style życia "Bo jak to? Nie chodzisz na siłke, tylko pracujesz i się bawisz?". No jasne! Uwielbiam wyjść na rower i popedałować w blasku zachodzącego słońca umacniając mój mięsień trójgłowy do granic możliwości, ale tak szczerze - nie zastąpi to dobrego zniszczenia się na kilka dni. Pogadaliśmy o moich znajomych, bo uznałem, że są ciekawsi od mojej skromnej osoby i jazda dalej. Następna pani nie dość, że uroczo się uśmiechała, pracuje również w miejscu imprezki! To wspaniałe, że nie lubisz filmów, bo ja je uwielbiam, są jedną z tych części mojego życia bez których absolutnie straciłbym resztę zdrowego rozsądki. Idziemy dalej!
Dziewczynka obcięta na grzybek. "Mateusz, nie możesz żartować z uprzejmych lubi, bo Ci przypierdolą", pomyślałem i przybrałem uśmiech numer 3. Rozmowa bardzo miła, o dupie Marioli. Gdybym był z nią w barze, pewno już dawno leżelibyśmy na stole i płakali nad stanem współczesnej młodzieży.
Kolejna pani nie mówiła praktycznie po polsku. 

No i tyle. Organizatorka poprosiła nas o zapisanie kontaktu do siebie i zostanie dłużej. Niedoczekanie. 

Myśląc na trzeźwo, muszę stwierdzić, że dobrze się bawiłem. Mogłem za te 25zł pójść do kina, wyjść z jakaś dziewczyną na browara, kupić proszek do prania, a tak sprzedawałem się garści ludzi, których za pewne już nigdy nie zobaczę.

No i w ten sposób idę zapalić. Au revoir! 

poniedziałek, 4 lutego 2013

Z Pamiętnika Palacza - Część Piąta



Właśnie skończyłem przelewać rachunki na luty. Zapaliłem papierosa bo poczułem się jak po ostrym seksie analnym. Zostały mi raptem grosze na przeżycie w matropolijnej stolicy. Szczerze, kto przy zdrowych zmysłach chciałby żyć w tej dziurze? Ledwo starcza na fajki, a co dopiero jakieś konkretne so-do-ble z laseczką. I tak przez nałóg i codzienną potrzebę konsumowania kebaba, muszę dorabiać jak murzyn na różnych dziwnych zleceniach, bo inaczej gruz bym wpierdalał z piachem. Dodatki pensjowe to supcio sprawa - zawsze ratują dziurkę przed totalną degradacją. Nieszczęśliwie żywot na fri-lansie w naszym pięknym kraju bywa, że tak powiem, ortodoksyjny. Nie tylko trzeba się nauczyć robić ładnie i solidnie, ale również utrzymać uśmiech numer 5 od zlecenia do zapłaty przed klientem. Doświadczeni fani igraszek wiedzą co mam na myśli. Jest to ciężka i mało wdzięczna metoda na życie i zwykle
wiążą się z nią wręcz przecudowne historie.

Praca po pracy


Kilka lat temu otrzymałem z wielką łaską, niczym prezent za bycie ładnym i utalentowanym, niesamowicie kuriozalnego klienta. Człowiek z branży chuj wie jakiej. Robił wszystko. Handlował w aptekach, sprzedałem drukarki i jakieś środku dopochwowe. Zbiegiem okoliczności potrzebował właśnie mnie do wykonania dezajnów. Jakieś banerki, graficzki, takie tam z meblościanką w tle. Oczywiście jako młody i totalnie niedoświadczony projektant zgodziłem i tak narodziło się spotkanie w celu omówienia współpracy.
Randevu miało miejsce pod McD w jego samochodzie. Wzięliśmy po bułce z przepysznym serem cheddar i ogarnialiśmy się wzajemnie. 

- No, takich ludzi jak Ty nam potrzeba. Przykładasz się, jesteś w tym dobry i super!
- Dziękuje, staram się jak mogę - odpowiedziałem.
- No! Co do zapłaty, może chciałbyś laptopa?
- Eee, wolę gotówkę.
- Ale przecież laptop jest lepszy! Byśmy się mogli spotykać i robić WSZYSTKO na miejscu u mnie. 

Chciałem uciec od tego człowieka. Czułem się jak galerianka co miała mu zrobić gałę za laptopa. Szczęście, zgodził się na zapłatę w polskich srebrnikach i kampania ruszyłam. z bananami. Otóż klient chciał na stronie banerek z banankami. Ale nie takiego, że bananki są na nim, miała być to fontanna bananów wyciekająca z każdego krańca ekranu niczym erekcja u siedemnastolatka przed swoim pierwszym razem. 

Projekt został "zrobiony", więcej nie chciałem mieć z tym człowiekiem nic wspólnego, jednak jego wspólnik to zupełniej inna historia. Współpracował z nim kumpel (taki kumpel, ze niech go chuj strzeli). Współwłaściciel tego szamba przedstawiał się jako człowiek dobrze wykształcony, po chuj wie jakich szkołach i z jakimi doświadczeniami - artysta. "Kumpel" miał mu zaprojektować animowane logo. Takie żeby był na kulce i się kręciło niczym Mir wokół stanów zjednoczonych. Oczywiście porozumionko, ręczunie, będzie za tydzień.
W między czasie, dobra duszyczka zleceniodawcy podpowiadała jak to najlepiej wykonać projekt. Plan był prosty: kupić białą kule, wsadzić żarówkę, pomalować całość na biało, nakleić logo i filmować jak się kręci. Nosz kurdeczke, DaVinczi byłby w siódmym niebie! Zleceniobiorca oczywiście zrobił to w 3D, w kilka minut i cały misterny plan w pizdu,
ale kto co woli. 

Innym doskonałym ruchaczem była pewna pani, która twierdziła, ze należy tylko płacić za kreacje gdy kampania będzie skuteczna. I tak woziłem się z nią przez dwa miesiącem o zapłatę 300zł (!). Takich ludzi była i jest masa. Nie wspominając już tych elektryków z Gumtri, którzy uważają, że stronę da-bliu da-bliu robi się w jeden dzień w cenie 200zł. Tych koniowałów miałem zatrzęsienie niczym Hades po aferze w Stalingradzie. Wyobraźcie sobie następujące maile:

Witam srecznie serdecznie,
Nie mogę przyjąć pana oferty na stronę za 600zł, gdyż mamy człowieka, który robi nam strony za 100zł i to naprawdę świetnie!

Wizualizacja:


Jak pan widzi, niewiele to odbiega od pańskiego poziomu i nie mogę nawiązać współpracy przy takich cenach

Oczywiście nauczyłem się odpowiadać na następującego maila w dość prosty sposób:

Witam kurwa zajebiście serdecznie,
Przykro mi, że moje standardy odbiegają od państwa. Być może państwo się zastanowią nad współpracą? Jestem coś tam, gdzieś tam w Singapurze.

O zgrozo jak się zgadzali. Jedną stronę dla takiego fanatyka robiłem przez pół roku za marne 400zł, bez dodatkowego klapsa w dupę za udane wyruchanko. Być może nie chciał żebym liczył na więcej? Jego strata.
Obecnie, cztery firmy wiszą mi ponad 3000zł i wiem doskonale jak sobie z tym poradzę. Oleję ciepłym moczem, bo tak trzeba.

I zapalę kolejnego.

 
 
Copyright © Mr Staniszewski
Blogger Theme by BloggerThemes Design by Diovo.com