poniedziałek, 4 lutego 2013

Z Pamiętnika Palacza - Część Piąta



Właśnie skończyłem przelewać rachunki na luty. Zapaliłem papierosa bo poczułem się jak po ostrym seksie analnym. Zostały mi raptem grosze na przeżycie w matropolijnej stolicy. Szczerze, kto przy zdrowych zmysłach chciałby żyć w tej dziurze? Ledwo starcza na fajki, a co dopiero jakieś konkretne so-do-ble z laseczką. I tak przez nałóg i codzienną potrzebę konsumowania kebaba, muszę dorabiać jak murzyn na różnych dziwnych zleceniach, bo inaczej gruz bym wpierdalał z piachem. Dodatki pensjowe to supcio sprawa - zawsze ratują dziurkę przed totalną degradacją. Nieszczęśliwie żywot na fri-lansie w naszym pięknym kraju bywa, że tak powiem, ortodoksyjny. Nie tylko trzeba się nauczyć robić ładnie i solidnie, ale również utrzymać uśmiech numer 5 od zlecenia do zapłaty przed klientem. Doświadczeni fani igraszek wiedzą co mam na myśli. Jest to ciężka i mało wdzięczna metoda na życie i zwykle
wiążą się z nią wręcz przecudowne historie.

Praca po pracy


Kilka lat temu otrzymałem z wielką łaską, niczym prezent za bycie ładnym i utalentowanym, niesamowicie kuriozalnego klienta. Człowiek z branży chuj wie jakiej. Robił wszystko. Handlował w aptekach, sprzedałem drukarki i jakieś środku dopochwowe. Zbiegiem okoliczności potrzebował właśnie mnie do wykonania dezajnów. Jakieś banerki, graficzki, takie tam z meblościanką w tle. Oczywiście jako młody i totalnie niedoświadczony projektant zgodziłem i tak narodziło się spotkanie w celu omówienia współpracy.
Randevu miało miejsce pod McD w jego samochodzie. Wzięliśmy po bułce z przepysznym serem cheddar i ogarnialiśmy się wzajemnie. 

- No, takich ludzi jak Ty nam potrzeba. Przykładasz się, jesteś w tym dobry i super!
- Dziękuje, staram się jak mogę - odpowiedziałem.
- No! Co do zapłaty, może chciałbyś laptopa?
- Eee, wolę gotówkę.
- Ale przecież laptop jest lepszy! Byśmy się mogli spotykać i robić WSZYSTKO na miejscu u mnie. 

Chciałem uciec od tego człowieka. Czułem się jak galerianka co miała mu zrobić gałę za laptopa. Szczęście, zgodził się na zapłatę w polskich srebrnikach i kampania ruszyłam. z bananami. Otóż klient chciał na stronie banerek z banankami. Ale nie takiego, że bananki są na nim, miała być to fontanna bananów wyciekająca z każdego krańca ekranu niczym erekcja u siedemnastolatka przed swoim pierwszym razem. 

Projekt został "zrobiony", więcej nie chciałem mieć z tym człowiekiem nic wspólnego, jednak jego wspólnik to zupełniej inna historia. Współpracował z nim kumpel (taki kumpel, ze niech go chuj strzeli). Współwłaściciel tego szamba przedstawiał się jako człowiek dobrze wykształcony, po chuj wie jakich szkołach i z jakimi doświadczeniami - artysta. "Kumpel" miał mu zaprojektować animowane logo. Takie żeby był na kulce i się kręciło niczym Mir wokół stanów zjednoczonych. Oczywiście porozumionko, ręczunie, będzie za tydzień.
W między czasie, dobra duszyczka zleceniodawcy podpowiadała jak to najlepiej wykonać projekt. Plan był prosty: kupić białą kule, wsadzić żarówkę, pomalować całość na biało, nakleić logo i filmować jak się kręci. Nosz kurdeczke, DaVinczi byłby w siódmym niebie! Zleceniobiorca oczywiście zrobił to w 3D, w kilka minut i cały misterny plan w pizdu,
ale kto co woli. 

Innym doskonałym ruchaczem była pewna pani, która twierdziła, ze należy tylko płacić za kreacje gdy kampania będzie skuteczna. I tak woziłem się z nią przez dwa miesiącem o zapłatę 300zł (!). Takich ludzi była i jest masa. Nie wspominając już tych elektryków z Gumtri, którzy uważają, że stronę da-bliu da-bliu robi się w jeden dzień w cenie 200zł. Tych koniowałów miałem zatrzęsienie niczym Hades po aferze w Stalingradzie. Wyobraźcie sobie następujące maile:

Witam srecznie serdecznie,
Nie mogę przyjąć pana oferty na stronę za 600zł, gdyż mamy człowieka, który robi nam strony za 100zł i to naprawdę świetnie!

Wizualizacja:


Jak pan widzi, niewiele to odbiega od pańskiego poziomu i nie mogę nawiązać współpracy przy takich cenach

Oczywiście nauczyłem się odpowiadać na następującego maila w dość prosty sposób:

Witam kurwa zajebiście serdecznie,
Przykro mi, że moje standardy odbiegają od państwa. Być może państwo się zastanowią nad współpracą? Jestem coś tam, gdzieś tam w Singapurze.

O zgrozo jak się zgadzali. Jedną stronę dla takiego fanatyka robiłem przez pół roku za marne 400zł, bez dodatkowego klapsa w dupę za udane wyruchanko. Być może nie chciał żebym liczył na więcej? Jego strata.
Obecnie, cztery firmy wiszą mi ponad 3000zł i wiem doskonale jak sobie z tym poradzę. Oleję ciepłym moczem, bo tak trzeba.

I zapalę kolejnego.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 
 
Copyright © Mr Staniszewski
Blogger Theme by BloggerThemes Design by Diovo.com