Uwielbiam wydawać pieniądze. W dniu gdy zera na moim koncie rosną, staję się konsumencką dziwką. Wydaję złotą walutę do momentu aż czuję, że nie mam na jedzenie i fajki. Wtedy wydaję resztę fajsu na papieroski.
Taka jest prawda, nie potrafię się pohamować przed wydaniem, w mistyczny sposób, zarobionych pieniążków. Przypuszczam, że jest to defekt psychiczny, jednak uważam ten odchył jako samoobronę przed depresją przesyconego dezinformacją dzisiejszego świata. Tak, zgadza się, jestem odchylony jak ko-ni-su-i-da, podczas dziesiątki na Bałtyku, ale czy to złe? Uważam, że dzięki temu staję się w oczach ludzi bardziej oryginalny - fajki już nie pomagają, zostaje mi demencja.
Pomyślmy o sobie
Długo się zastanawiałem nad tym "Czy jestem normalny?", no bo bycie normalnym jest w modzie prawda? Ubieranie się jak inni, słuchanie tej samej muzyki, oglądanie tych samych gównianych filmów - wszystko to jest jak najbardziej ołkej w spektrum dzisiejszego świata. Więc tu się zgadzam, robię to co inni i też wyglądam jak miliony zjadaczy bułek w tym kraju, więc czym mogę się wyróżnić? Może sztuką? Niet, artysta ze mnie marny. Może myślami? Nie, nadal to samo. Lipa, mizeria i kluski w śmietanie.
Po długich oględzinach i dedukcji niczym Tomi Li Dzons, okazało się, że to sposób w jaki wyrażam się. Fonetycznie.
O słodka ironio, przecież to najważniejsze! Wyrażenie swoich dyrdymałów przez słowa! Niewymawianie "R" i kaleczenie polszczyzny przez unikanie ą i ę, jest jak zdrada stanu i postrzeganie spektralnej mojej dupy jako anormalnej.
Kij Wam w oko.
Zmieńmy temat. Szybko.
Ostatnie kilka dni lecą mi jak krew z nosa. A raczej wódka niż krew, ale to tak na marginesie. Rzucanie palenie przestało być priorytetem, zstąpił go szkoła - bo muszę, ot co. Imprezowanie i chlanie ponownie wkracza w moje życie. Doznałem oświecenia przy wódce, zobaczyłem nowy świat. Tj, ten bez mniejszych zmartwień, ale potem wytrzeźwiałem i musiałem sprzątać.
Chciałem z góry podziękować za rozwalanie mi moich drzwiczek od zamrażarki. Idźcie w cholerę.
Więc weekend mijał spokojnie. Na nauce, zaliczeniach, pindoleniu o pierdołeczkach przy fajeczkach - taki standard C+. Jeszcze lepsza była myśl, o olaniu działu na rzecz mojej dzamprezy. Nagle jak grom z jasnego nieba uderzyła mnie myśl, że nadal w moich żyłach płyną nieprzebrane ilości wody ognistej. i że umieram z głodu. Dzida do domu, Mr Donald, fajka no i wyrko.
Jak to zwykle po większej imprezie bywa, poznaje się dziewczyny, które interesuje przede wszystkim stan twojego przyrodzenia, więc miałem małe, że-nu-a podczas oglądania filmu o ludziach nie do końca stabilnych mentalnie. Postanowiłem się jednak spotkać z taką niewiastą mimo moich twardych reguł "Nie bierz tego co wszyscy mieli".
Było miło, ciepło i przyjemnie. Udany wieczór. Trochę dziwnie, ale ze mną tak zawsze. Dziewczyny niepalące są cudowne, bo nie można przy nich palić, co obecnie bardzo mnie cieszy. Następstwa jednak bywają dzikie i odbiegające od standardów przyjętych przez społeczeństwo.
- Kiedy się zobaczymy?
- W lutym, mam sesje.
- Aha, ok.
- Ale nie jesteś zły?
- Nie, nigdy nie jestem zły :)
Byłem wściekły. Nie trawię opcji odrzucenia po udanym wieczorze - jak chyba każdy, prawda? Niemniej, paliłem tego dnia jak smok, przez szereg czynników ewolucyjnych. Cieszę się, że mam z głowy nienawiść i rozmawiam o tych farmazonach z miłymi ludźmi, jednak jest niedosyt.
I to na tyle. Krótko, ale stabilnie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz