Podróże z gwoździami
Uwielbiam podróżować pociągami. Ciuchaje to najfajniejsza rzecz jaką wynaleźli ludzie, może z wyjątkiem zupek błyskawicznych o smaku proszka do prania. Podróż z przędnością 30km/h w ciemnym busze gdzie nawet Plej nie ma zasięgu bywa niezapomniana. Jechałem do Katowic (nie po dziś co mnie do tego zmusiło) odwiedzić znajomych w ramach organizacji imprezy dla niewyżytych gimbusów w ilościach przekraczających ludzkie pojęcie. Wagony zajebane jak kościół w Zamościu w niedziele i byłem zmuszony zostawić bagaże w przedziale i udać się do kibla - oczywiście zapalić. Spotkałem tam grupę ludzi, już dobrze rozkołysanych po kilku browcach i przejeździe przez Radom.
- Można zapalić?
- Jasne! Masz browarka? Mamy całą kratkę.
- Mam, mam. Nigdy nie jadę na sucho w te okolice.
Kłamałem, nigdy nie jeżdżę w te okolice.
Grupa wsparcia sedesowego składała się z trzech dziewczyn i dwóch gości. Porządnie ubrani - koszule z demobilu, glany i nieodłączne tanie wino. Zagadałem do dziewczyn. Okazało się, że mieszkam z jedną przez płot (tak się zbiegło, że z jej siostrą potem kręciłem, ale o tym innym razem). Jeden typiarz miał, aby nie skłamać, dwa i pół metra w górę. Opierał się o umywalkę przytrzymując głową sufit i podtrzymywał glana na sedesie żeby woda nie chlupała nam na mordy. Kumpel od zaraz. Paląc papieroski gadaliśmy o pierdetach, nic ciekawego. Większość czasu patrzyłem na drzwi między wagonami, które otwierały się i zamykały według własnego uznania. Zastanawiałem się czy chcą mi przekazać wiadomość w stylu "No chodź, pokaż jaki jesteś mocny i wsadź między nas łepetynę". Spryciarze.
Po dwóch godzinach i kilku piwach czuliśmy się na tyle zajebiści, że wyciągnąłem markery i dałem wszystkim do pomalowania zasyfiałego wagoniku. Radosnej twórczości nie było końca. Powstały w kilka minut genialne okrzyki typograficzne w stylu "Nie mam kasy, bo jadę na Mazowieckim". Kto przeżył tyle wiosen z siarą co ja, ten zrozumie.
Wysiedliśmy w Katowicach, papatki, całuski, długa do tramwaju i impreza do białego rana. Praktycznie nic nie pamiętam. Pamiętam, że nie piłem. Od tamtej pory omijam Katowice szerokim łukiem.
------
Pewnego trzepiąc piwka na terenie sportowym pewnej znanej warszawskiej uczelni, stwierdziłem, że wracam do domku, bo zaczęło się delikatnie ściemniać (na niebie, nie przed oczyma). Przystanek autobusowy rozkładał się nad moją głową od natłoku procentów w atmosferze, sponsorowanych przez lokalnych dokształciuchów. Nagle, dwie niewiasty w wieku pozwalającym na stwierdzenie czy to chłopak, czy dziewczynka grzecznie zapytały:
- Masz ognia?
- Jasne - podpalam im fajki i przy okazji sam zadymiłem.
- Idziesz z nami na ognisko? Jest tu niedaleko i się zbieramy z ziomkami.
Jasne, czemu nie. I tak nie miałem nic lepszego do roboty. Ziomeczki okazali się abs'ami bez widocznego zarostu z racji bardzo młodego wieku. Tematami rozmów podczas wyprawy do miejsca docelowego, które jak Boga kocham było oddalone w pizdu od cywilizacji i zdrowego rozsądku, były imprezki, najebanka, wsuwanka w dziewczynki i inne dres historyjki.
Nie będę kłamał. Miejsce ogniska było taką dziurą, że sam Mefistofeles oddałby miejscowemu menelowi portfel
na patyku. Weszliśmy przez bramę, ujrzeliśmy maleńki płomyczek z grupą niedorobionych nastolatków. Obściskali mnie dokładnie i dali najlepszy prezent dla podchmielonego człowieka - flaszeczkę w jedną rękę, a w drugą topór i krzyknęli żebym się dobrze bawił.
Impreza się rozkręcała, rozpaliłem sziszę z naturalnym wkładem, porzucałem toporkiem, postrzelałem z łuku
w powietrze i ogólnie git majonez. Nagle, prawdopodobnie najmłodszy z całej grupy dzieciak wyciągnął dropsy i wcisnął sobie je w gardło z przędnością zaawansowanego ćpuna. Pół godziny później przyjechał samochód. Dziewczyny powiedziały, że muszą z nim lecieć do szpitala, bo zaraz przestanie oddychać, czy coś w tym stylu. Buzi buzi, papatki, impreza trwała dalej.
Dalej dokładnie nie pamiętam co się działo. Obudziłem się w namiocie z kilkoma ludźmi, cały przesiąknięty dymem, alkoholem i wczorajszym deszczem. Aparat się zepsuł, telefon działał. Wyobrażacie sobie to dzisiaj? Ładnie powiedziałem pa i już więcej ich nie widziałem.
0 komentarze:
Prześlij komentarz