Stało się. Rzucam palenie. Nie jestem pewien czy to postanowienie noworoczne, ogólną modę czy stan portfela, ale fakt jest niezaprzeczalny – przestaję ciągnąć gwoździa. Kilka lat puszczania dymka dało mi wiele niezapomnianych przeżyć. Nie to, że były fajne, raczej ekscentryczne, ale co dobre musi się kiedyś skończyć. Tak więc, zacznijmy.
Dzień pierwszy – czyli przytłoczenie
Dzień jak każdy niedługo po sylwestrze – ortodoksyjny. Wstałem wraz ze wchodem słońca czyli koło 8mej rano budzony przez dwa budziki, które nakurwiały przez bite pół godziny jak stara baba na giewoncie skoro świt. Udało się, podniosłem powiekę, chlupu chlupu, piju piju i mogę ruszać dalej.
Podróż ogólna. Smród połączony z brzydotą Warszawy przypomniał mi czemu nienawidzę tego miasta oraz wszyscy bezdomni, z którymi jak co rano witam się środkowym palcem i buszkiem między przechlane ślepia. No tak, rzucam palenie, ale ten papieros to jeden z trzech, które mam przydzielone na każde płuco. Ot tak żeby nie zacząć pluć krwią z braku nikotyny.
Przebrnąłem, jestem w pracy po lekturze Vice, wkraczam niczym młody bóg piętnaście po 9tej i oczom nie wierzę – nikogo nie ma. Spodziewałem się opierdolu na skale globalnego przykurwienia, a tu nic, zero, że-nu-ła. Kilka słów, siadam przed pseudo komputerem, witam się z armią zbawienia działu deweloperów i przeglądam Front Army (zawsze na wypadek gdyby ktoś pomyślał, że jestem gejem).
- Siema Mate! Choć zajarać!
- Rzuciłem.
- Pierdolisz kurwa, chodź zajarać. Nie pierdol i chodź.
- NIE. Muszę pracować.
Nic do pracy nie miałem, oprócz czytania maili z pogranicza życia i śmierci, „Ten projekt musi być dziś! Dziś ma być ten projekt w projekcie z projektem z projektu w formacie ASAP”, mniej więcej. No to gitez, Facebook w ruch, obciążenie łącza 90% + torrenty (na wieczór) i tango asapolka do 12tej. Wszyscy zadowoleni, że Mateusz pracuje – gwiazdor, złoty chłopach, nadzieja Interaktywnego działu. Codziennie te same muzykalne słowa „Masz robić dobrze i szybko, a jak nie to będzie źle!”. Wiem, że mnie lubią, bo mało biorę do łapy. W ogóle nie biorę, a to ewenement w moim zawodzie. Jak kreatywny projektant ma być kreatywny bez skręta i polipa w żyle, no jak? Zostaje alkohol i seks. Nie piję, dziewczynę rzuciłem. Jestem w dupie.
„Piękny projekt Mateusz, znowu będziemy w dupie przez Twoje gradienty”, zawsze sobie to powtarzam przed odpaleniem fotoszopa, bo czemu mam być kreatywny skoro mam być miły i skuteczny. Miły na pewno nie jestem. Wszyscy mówią, że mam się powiesić albo spierdalać, co mi odpowiada (im troszkę mniej bo tylko kiwam głową z bananem na twarzy).
W końcu obiadek i 2gi fajek. Naładowany kebabem i nikotyną na 3 buchy odwalam yogę z myszką, aby nie słuchać trafika, która patrzy się na mnie jeszcze gorszym wzrokiem niż alkoholik bez spiritusu - co oznacza, że trzeba się starać. Zawsze. Muszę tą dziewczynę pochwalić. Genialne pomysły, dobry copy rajting i najgorszy trafik jaki spotkałem w życiu, ale skuteczny. Dzień bez kurwy dla niej to jak jogurt bez truskawek – nic nie warty.
Oho, komentarz na fejsie. Odpowiedź „Nie palę już”. Wracam do pracy.
Dziesięć kolejnych mejli, lanie oranżady, kołowrotek uczuć, piękne zakończenie niczym bukkake i mogę iść do domu. Kolejny papieros, precel z kumplem, który uratował mnie od zaśnięcia na centralnym i dzida do domu.
Współlokatorka jak zwykle zadowolona z życia, nigdy nie wiem czemu. Wszyscy sądzą, że ze sobą sypiamy, też nie wiem czemu. Wspaniała kobieta, inteligentna, gadatliwa jak kataryniarz na starówce (co jest plus, nie ma co się obrażać)
i pełna wdzięku.
- Coś się pali, czuję coś.
- Nie, nic się nie pali – odpowiada.
- Przecież czuję! Coś się jara!
- No nie – olała mnie.
- Włosy przypaliłaś?
- Spadaj!
Trzymała nóż i siedziała przed laptopem z pozycją jakby miała go szlachtować. Zrobiłem zdjęcie rzecz jasna, bo to moje hobby – robienie zdjęć ludziom, który tego nie chcą.
Rozmowa się chwile ciągnie, wracam do siebie, przeglądam znowu Vice, bo nie skończyłem czytać poradnika ukrytego alkoholika i czekam na majle od klientów. Patrzę się tępo na paczkę papierosów i popielniczkę. „Czy myślisz o tym samym o czym ja myślę moja droga? Chcesz abym Cię rozpalił i wsadził do ust?”… Muszę się jednak położyć.
0 komentarze:
Prześlij komentarz