To o czym wszyscy marzymy
Na ten przykład, zwykle wychodzę z mojej pieczary po papieroski i zasuwam w kapturze, ze słuchawkami w uszach, te niecałe 200zł do najbliższej Gadziny, modląc się aby nikt mnie nie zaczepił. Jeżeli mam szczęście to spotkam ekspedientke, która ma mnie głęboko w poważaniu i przekaże szlachetną trumienkę z gwoździami za 12,90 złota. Lecz, jeżeli w ramach żartu wszechświatu, będzie ta baba, która zawsze lubi sobie żartować z tego co kupuję, to staram się z przyklejonym uśmiechem numer 5, przytakiwać i odpowiadać głoskami łagodzącymi (ą i ę). Zupełnie jakby nie miała nic lepszego do roboty tylko wkurwiać ludzi, którzy mają mordy jak pół nieszczęścia. Obiecuję sobie, że kiedyś w napadzie frustracji oznajmię, z moim firmowym jokerem na twarzy, że ładnie jej z tą nadwagę i wąsami pod nosem. Ale to kiedyś.
Jest jeszcze jedno miejsce, które przyprawia mnie o ciarki. Telepizza, do której chodzę co piątku na ultra obleśny kawałek ciasta ze skrawkami – to miejsce ma coś w sobie mistycznego. Niby przytulnie, VIVA gra, ludzie wpierdalają przypaloną mąkę, a pracownicy, niczym z filmu Tima Burtona, mają akcent i charakterystykę żywych trupów. Polecam.
Odsuwając się od gastronomi – ulice Warszawy w okolicach godziny 12tej mają unikalny urok. Poranni alkoholicy już naładowali pozytywnym spiritem, nieletnie nastolatki szaleją po sklepach, a matki z dziećmi wpierdalają się do tramwajów. Ulubionym elementem tej układanki są osobniki kręcące się bez wiary po sklepach, którzy ewidentnie są na pierwszym urlopie od dwóch lat i nie wiedzą co zrobić z nadmiarem gotówki. Zamiast Kanarów – fantastyczne nowe spodnie, które pasują im jak pięść do twarzy. Uwielbiam również rodziców z bachorami w Saturnach, którzy chcą wynagrodzić swoim pociechą absolutny brak ambicji, marzeń i lęków, kupując lustrzanki za cztery patole – bo dziecko musi mieć pasje w życiu. To nie jest mój wymysł. Jakoś przed przed wczoraj widziałem takiego tatuśka z córeczką, która zamiast ajPada dostała Canona D60. Nie wiem jak będzie sobie tym robiła zdjęcia w kiblu, albo w Lustrach - naprawdę nie mam pojęcia.
Rzeczą nieodłączny, gdy kręcisz się wokół złotych tarasów, są sępy fajkowe. Niczym drapieżne zwierzęta namierzają cel i mkną w twoim kierunku. Chuj, że masz kaptur, słuchawki i torby wyjebane za kolana – „MASZ SZLUUUUGA?!?!”. Tak. Mam też nerwice.
Przy okazji, dziś wybrałem się do mojej eks agencji, podpisać kilka papierków i ładnie się uśmiechnąć do wszystkich. Ku mojemu zdziwieniu, drużyna kreatywna doskonale się bawi – tj. nie pracują. Zastanawiam się, czy jest to spowodowane okresem majówkowym, czy ich cudownym żartem w stylu „Ej, ten cwel zaraz będzie! Pokażcie mu, że jest zajebiście i mamy wyjebane!”. W nic nie wierzę, już. Nawet we Świętego Mikołaja.
Tak czy inaczej, wracam do patrzenia się w sufit z przekonaniem, że jutro wstanę o 12tej z zaklejonymi oczętami i, że nowa płyta Daft Punk’u to jakiś ich spóźniony żarta na pierwszego kwietnia, a nie real thing.
0 komentarze:
Prześlij komentarz